Życie pędzi, a ja przestałam za nim nadążać

Przez prawie dwa lata nic tu nie wrzucałam, co tylko potwierdza moje ostatnie wnioski.

Wyjazd na wakacje polegające na nicnierobieniu uświadomił mi jak bardzo pędzę i nie nadążam za życiem. Na dodatek sama nie wiem czy to dobrze czy źle. Bo fajnie, że tyle się dzieje. Znajomi wychodzą za mąż, rodzą się dzieci, angażuję się w ciekawe i ważne społecznie sprawy w pracy i nie tylko. Ale przez to tonę w chaosie codzienności. 

Zaczęłam w tym roku pisać dziennik i liczyłam, że pomoże mi to skupić się na codzienności. A gdzie tam! Od powrotu z wakacji nie mogę się zebrać do regularnego pisania w nim, a już wcześniej miałam problemy i robiłam sobie kilkudniowe przerwy. Owszem sprawia mi to radość i daje kopa do przemyśleń, ale czas nie spowolnił. Wręcz przeciwnie. Po dość spokojnym i przyjemnym styczniu on ciągle przyspiesza. 

Jestem okropną bałaganiarą, więc od dłuższego czasu na wszelkich płaskich powierzchniach kumulują się przedmioty. Kopa czystego prania leży smutnie na sofie i prosi, żeby coś z nią zrobić, a garderoba (którą nomen omen postanowiłam w tym roku uporządkować), tonie w szpargałach wrzucanych tam, bo nie ma na nie nigdzie indziej miejsca. 

No jednym słowem: armagedon. Co więcej, przestałam brać witaminy, które brać powinnam, bo jakoś ciągle nie ma okazji kupić nowych opakowań. Wiele artystycznych projektów odkładam na ostatni moment i robię je potem z nutką stresu w sercu, a na komunikatorach mam wiadomości na które nie odpisywałam od tygodni. Budżet jest w opłakanym stanie, bo o ile udaje mi się odkładać co miesiąc oszczędności, o tyle nie kontroluję ile i na co wydaję. 

Jedyną stałą są jak na razie kosztowne, comiesięczne wizyty u dentysty. Innej rutyny brak lub jest bardzo fragmentaryczna. 

Miałam przygotować i wrzucić tutaj wpis początkiem roku z podsumowaniem poprzedniego, bo był epicko bogaty w duże przeżycia. Czy teraz jeszcze warto go wrzucać? Na instagramie miałam natomiast dodawać comiesięczne podsumowania i mam cztery miesiące zaległości. Czy to niezdiagnozowane ADHD? Możliwe. A może jestem leniwa i niezorganizowana. Niewykluczone. 

W każdym razie wygląda na to, że dotarłam do punktu, gdzie zaczyna mi to naprawdę przeszkadzać i potrzebuję coś z tym zrobić. Istnieje bardzo duża szansa, że napisanie tego posta jest pierwszym krokiem. 

Zupełnie nie wiem co z tego wyniknie, więc bądźcie czujni!

Aga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *